Aleksandra Nowak od siedmiu lat pomaga firmom wdrażać programy wellness. Dziś skupiamy się na edukacji żywieniowej.

Z czym najczęściej przychodzą do Ciebie firmy?

Zazwyczaj słyszę: "Chcemy program żywieniowy dla pracowników". Pytam: dlaczego? Często pada odpowiedź: "Bo konkurencja ma". To najgorszy punkt startowy. Nie ma sensu kopiować rozwiązań, które działają w IT, jeśli Twoja firma zajmuje się logistyką i ludzie pracują na magazynie.

Drugi częsty scenariusz: HR dostał budżet do wydania przed końcem roku. Szybko szukają wykonawcy, byle było. Program startuje w grudniu, w środku świąt i zamknięć rocznych. Skuteczność bliska zeru.

Jakie błędy popełniają firmy na etapie planowania?

Lista jest długa. Brak diagnozy to punkt pierwszy – nikt nie pyta pracowników, czego rzeczywiście potrzebują. Firma zakłada, że problem to nadwaga, a okazuje się, że 60% zespołu pomija śniadania, bo nie ma gdzie je zjeść.

Widziałam firmę, która kupiła dostęp do aplikacji z dietami za 40 tysięcy rocznie. Zalogowało się 12 osób z 300. Dlaczego? Bo nikt nie wyjaśnił, jak z tego korzystać.

Kolejny problem: brak zaangażowania managementu. Jeśli dyrektorzy jedzą fast food na spotkaniach, a od pracowników wymaga się zdrowych wyborów, to nie zadziała. Ludzie patrzą na przykład z góry.

Co z budżetem? Firmy źle go alokują?

Tak. Typowy scenariusz: 80% budżetu idzie na jedno duże wydarzenie – piknik zdrowia, dzień otwarty z dietetykami, catering z ekojedzeniem. Wygląda świetnie na zdjęciach dla mediów społecznościowych. Efekt długofalowy? Żaden.

Lepiej wydać te pieniądze na regularne, małe aktywności. Comiesięczne konsultacje dietetyczne, dofinansowanie lunchy z pobliskich restauracji oferujących zdrowe opcje, kącik z owocami w biurze. To brzmi nudniej, ale działa.

A co z mierzeniem efektów?

Tutaj katastrofa. Większość firm w ogóle tego nie robi. Albo mierzą niewłaściwe rzeczy – liczbę uczestników szkolenia zamiast faktycznych zmian nawyków. Spotkałam się z sytuacją, gdzie firma raportowała sukces, bo 100 osób przyszło na warsztat. Nikt nie sprawdził, ile z nich zastosowało wiedzę w praktyce.

Sensowne mierzenie to ankiety przed i po, minimum trzy miesiące później. Pytania konkretne: ile razy w tygodniu jesz lunch z domu? Jak często pijesz wodę w pracy? Czy zmienił się Twój poziom energii? To dane, które pokazują prawdziwy obraz.

Ostatnia rada dla firm zaczynających?

Zacznijcie od prostego audytu: co jest dostępne w cantinie lub automacie? Jakie są warunki do jedzenia – czy są stoły, mikrofalówka, lodówka? Czasem wystarczy poprawić infrastrukturę, żeby ludzie zaczęli jeść lepiej. Program edukacyjny to krok drugi, nie pierwszy.